Po kociemu

- czyli odpowiedź na: "jak tam koty?"

Straszna Ciotka z Salonu…

…czyli o pokonywaniu barier kulturowych.

Kraksa po poniedziałkowej operacji (zwichnięte biodro, pogruchotany staw skokowy) zamieszkała na dobre w klatce wystawowej, w naszym pokoju dziennym. Trzeba więc było podzielić między siebie obowiązki: ja jako największa, wzięłam na siebie czarną robotę, czyli wszelkie zabiegi pielęgnacyjne i pielęgniarskie (już wiem jak podawać kotu tabletkę…).

Piksel dzielnie podjął się PR oraz negocjacji ze Strasznie Syczącą Ciotką, chociaż niewykluczone, że tak naprawdę chodziło mu o polowanie na Wściekle Bijący Ogon. W każdym razie jest z nami i przy karmieniu i przy podawaniu leków, zagląda do Ciotki również w nocy i stara się negocjować (przyjaźń, zaufanie, albo Ogon – tego nie wiemy).

Ibiza postanowiła z całym poświęceniem pilnować sypialni, żeby i tam ktoś obcy nie zamieszkał, w związku z tym z radością przyjęła powrót Rafała, ewidentnie widząc w nim potencjalnego sojusznika i towarzysza broni. Za przebywaniem w salonie w tej chwili nie przepada.

Sęk w tym, że pomimo wspólnych poniekąd korzeni dachowych (czyt. europejskich), mamy do czynienia ze sporymi różnicami kulturowymi. Kraksa zaprzyjaźniać się nie chce, w pobliżu kocich piórek dostaje furii, na widok Kotów bawiących się piłeczką szczęka opada jej z osłupienia, dźwięk otwieranej lodówki nic ale to nic jej nie mówi… i tylko jedna rzecz w naszym domu wprawiła ją w szczerą i pełną radość: obojętnie mijana przez nasze Koty… kocia trawka. Kiełkujący owies został zatem wstawiony do klatki, a Kraksa zasypia wtulona w zielone źdźbła i zdaje się ją to uspokajać.

Trzymajcie kciuki.

  • Share/Bookmark

Kraksa

Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie… kim jest właściciel tej piękności, którą zgarnęliśmy wczoraj z okolic Wilczego Młyna?

Natknęliśmy się na nią na spacerze, prawdopodobnie pogryzł ją pies. Zabraliśmy się za leczenie i resztę weekendu spędziliśmy na zmianę w klinice lub warując przy zielonookiej złośnicy, która otrzymała robocze imię Kraksa. Kraksa jest oswojona, zadbana i odżywiona, nie przepada tylko za zabiegami weterynaryjnymi (ok, kto by przepadał) oraz za naszymi kotami, na które warczy (czego nie rozumiemy, ale Ibiza się jej odwarkuje, więc widocznie ona rozumie).

Nasze koty kategorycznie żądają wyjaśnień na temat obcej kobiety wylegującej się w ich transporterze, my planujemy dalsze akcje ratunkowe, bo kotkę czeka operacja, a żeby było ciekawiej, w planowaniu dość wydatnie przeszkadza szalejące we mnie stadko wirusów, czy też inne przeziębienie.

Koci Pazur ruszył nam na pomoc, na początek staramy się jednak równolegle z leczeniem znaleźć właściciela, bo może ktoś tam gdzieś za Kraksą okropnie tęskni..?

  • Share/Bookmark

Kot zapracowany

Tradycyjnie, pracowity wieczór przy komputerze:

- Czeeeeeść… no to jestem. (mruczenie)
- No cześć Pikselku kochany, fajnie, to połóż się tu obok spokojnie dobrze? Muszę popracować.
- A co robisz? (nos w stronę monitora) Patrz, coś ci tu lata, o tu! Poczekaj, pomogę ci to złapać, rany, ale to szybkie..!
- Nie, no moment, to kursor jest, tego się nie łapie…
- Aaaa… no dooobra, to ja posiedzę i popatrzę sobie. A wiesz, że tu ci coś miga ciągle?
- Piksel, przezroczysty nie jesteś, zasłaniasz monitor. Popatrz sobie tu z boku, ok?
- Kiedy z boku nic nie widać! Czekaj, a co ci tak stuka tutaj? Mogę też postukać?
- Piksel, złaź z klawiatury, idź się pobawić z Ibizą, albo tu siadaj, na moich kolanach i patrz sobie, mogę cię głaskać w międzyczasie trochę.
- No ale tu też nic nie wi… ooo, ale masz kolczyki fajne, ha, złapałem!
- …

Parę godzin później, późna noc dosyć. Wyłączam komputer i ruszam się z fotela, zdeterminowana za wszelką cenę doczołgać się do łóżka.

- O, idziesz spać? (przeciągłe ziewnięcie, dłuuuugi koci grzbiet) No nareszcie, to wiesz co, to ja idę z tobą. Wykończony jestem norrrmalnie…
- Ja też Pikselku. Ja też…

kot_zapracowany

  • Share/Bookmark

Tuńczyk

Długi wieczór przy kompie. Burczenie w brzuchu popycha mnie w stronę kuchni. Jakaś lekka przekąska by się przydała… Wybór pada na tuńczyka w sosie własnym, a w pośpiechu najfajniej wyjada się rybkę widelcem prosto z puszki.

Trzeci kęs uwiera mi w przełyku pod pełnymi oburzenia spojrzeniami.

I weź tu się Człowieku wytłumacz, że wcale nie ukradłeś Kotom jutrzejszego śniadanka i że podobieństwo opakowania, widelca i zapachu jest zupełnie przypadkowe…

  • Share/Bookmark

Kitty le globe trotter

Gdzie tam naszym Kotom do tego Podróżnika… No ale cóż, Kitty dorastał… w podróży. Niesamowity filmik o nim i jego francuskich towarzyszach (ktoś w końcu musi kota po drodze nosić i karmić, prawda?) poniżej:

Całą historię tej podróżny można prześledzić na www.turnoftheworld.com

  • Share/Bookmark

Koty Turystyczne

Pakowanie przebiegało sprawnie i według utartego schematu: jeśli chcesz coś włożyć do torby, musisz każdorazowo wyjąc z niej kota (albo dwa koty, zależnie czy ten drugi akurat pilnował misek czy nie).

Z pakowaniem samych Kotów też się udało. Pierwsza do transportera weszła Ibiza, z miną przywodząca na myśl doświadczonego harcerza na parę minut przed wyczekiwaną grą w podchody. Piksel wymaga delikatnej pomocy w podjęciu decyzji – prawdopodobnie wolał nie brać tego na siebie.

Po dwóch godzinach na tylnym siedzeniu nasze globekottery poczuły się nieco odsunięte od centrum wydarzeń (uwaga: według kota centrum wydarzeń znajduje się na przednim siedzeniu, dokładnie między siedzeniem pasażera a kierownicą) i rozpoczęły negocjacje, które skończyły się kompromisem: koty podróżują na moich kolanach, starając się ich nie opuszczać. Pomijając porozumiewawcze klepanie łapą Rafała po ramieniu, warunki kompromisu zostały utrzymane.

Dodając do tego atrakcje w postaci spacerów po samochodzie w trakcie postojów, a pomijając efekty specjalne w postaci oberwania chmury i sporego ruchu na drodze, podróż można zaliczyć do wyjątkowo udanych.

  • Share/Bookmark

Jak to “wyjeżdżamy”?

Ale że samochodem? Na weekend..?

wyjezdzamy

  • Share/Bookmark

Czosnek o poranku

Ręka do góry – kto jeszcze oprócz mnie obudził się rano z policzkiem wtulonym w… główkę czosnku? Nikt? Na pewno..?

Dla niewtajemniczonych: jestem pewna, że nie lunatykuję, a warzywa trzymamy w szafce w kuchni.

Na usprawiedliwienie sytuacji mogę jedynie dodać, że jest dosyć możliwe, iż szafka pozostała wieczorem przez niedopatrzenie lekko uchylona…

  • Share/Bookmark

Paszczaki

Senne Koty burzowego popołudnia…

  • Share/Bookmark

Pułapka na momenty

Wzruszające chwile z małymi kotami opiekun zapamiętuje na całe życie. Moment, w którym pierwszy raz twoje koty zamruczą na twoich kolanach… No i te wszystkie inne “pierwsze” momenty – pierwsze wejście na górną półkę drapaka, pierwszy spektakularny skok z krzesła na kanapę, pierwszy poranek, kiedy wchodzisz do kuchni i zastajesz swoje koty buszujące na blacie kuchennym, a wszędzie dookoła malowniczo mieszają się rozsypane ziarna słonecznika razem z poszarpanym szczypiorkiem… eee… wróć. To ostatnie wzruszające nie jest, ok. Ale i tak zapamiętujesz na całe życie.

Nie będziemy gonić kotów po blatach, bo z góry skazalibyśmy się na przegraną. Uciekniemy się do pułapki. Pułapka pochodzi z tej książki i po pierwszym dniu stosowania wygląda na skuteczną. A polega na ułożeniu na blacie kuchennym plastikowych podkładek śniadaniowych z nalepionymi paskami taśmy dwustronnej. Kot z dołu nie zobaczy podkładek -> wskoczy -> łapy mu się będę kleić -> ucieknie -> dojdzie do wniosku że blat wcale nie jest aż tak kuszący jak się wydawał.

Wczoraj podkładki leżały poprzesuwane, jedną odlepiałam od podłogi, bo spadła oczywiście taśmą do dołu. Ale warto było. Dziś rano podkładki leżały nietknięte, a koty rzucały tylko pełne dezaprobaty spojrzenia w kierunku kuchni. I niech tak zostanie… :D

  • Share/Bookmark