Po kociemu

- czyli odpowiedź na: "jak tam koty?"

Miesiąc: Sierpień, 2011

Odwiedziny

Niedawno odwiedzili nas Paula i Łukasz z norwesko.eu. Nasze Koty zostały nie tylko obdarowane zabawkami, które do tej pory robią furorę (tu mała podpowiedź dla wszystkich, którzy z poczucia estetyki odrywają te brzydkie szeleszczące metki: nie róbcie tego! :) ), ale też pięknie obfotografowane. Na początku trochę trudno było je namówić do pozowania, ale okazuje się że kawałek surimi jest świetną kartą przetargową…

Poniżej parę fotek, resztę możecie zobaczyć tutaj. A my dziękujemy pięknie za wizytę. :D

Share

Zimny łokieć

Zimny łokieć spodłazienkowy. Niby nic takiego, ale jednak +10 do lansu.

Share

Wycieczkowo cz. 2 – koty w… ?

Jakiś czas temu było o kotach toruńskich – to była część pierwsza pewnej weekendowej wycieczki. W ten sam weekend odwiedziłam jeszcze jedne koty, bardzo piękne koty – trzeba dodać. Pierwszy raz widziałam je na żywo i myślę że mogę nieśmiało stwierdzić, że nawiązała się między nami jakaś nić sympatii… mam nadzieję, że obustronnej.

No dobra, to teraz mała zagadka: skąd my te koty znamy? :) Bo śmiem twierdzić, że spora część Was przynajmniej raz już te koty widziała… (Pani tam w trzecim rzędzie, proszę się nie wychylać, ja wiem że to Pani koty są ;) )

To kto zgadnie? :)

Share

Przytulne leżakowanie

…wygląda tak:

Share

Łamigłówka

Jakoś jesienią był tu wpis o interaktywnych zabawkach dla kotów. Od tego czasu zbierałam się w sobie, żeby taką zabawkę urzeczywistnić u nas, tylko ciągle nie było kiedy. Parę dni temu Rafał zarządził w końcu akcję Piła i Młotek – i zabawka powstała.

Po co to?

Gdzieś czytałam, że koty żyjące w gospodarstwach muszą sobie upolować około dziesięciu myszy dziennie. Wtedy są najedzone, ich instynkty łowieckie są zaspokojone i nie grozi im frustracja, ani nuda. A nasze domowe koty, nie licząc krótkich bijatyk od czasu do czasu – właściwie na nic nie polują (ok, na wędkę z piórkami czasem). W dodatku miska z żarciem stoi cały czas, koty jedzą z nudów i Piksel zaczyna powoli przypominać szarą wersję Garfielda.

Teraz koty muszą trochę pogłówkować, żeby sobie jedzenie zdobyć. Trzeba użyć łap, żeby sobie wyciągnąć chrupki. W dodatku jedzą w ten sposób wolniej, więc w założeniu – nie będą się tak obżerać. Od paru dni testujemy – i działa, koty rozpracowały już wszystkie elementy, jedzą, ale jedzenie znika wolniej o mniej więcej 1/3 (!). I zdaje się, że zabawka faktycznie zyskała chwilowo status głównej atrakcji.

Nie wiem tylko w sumie jak tą zabawkę nazwać? Macie jakieś pomysły?

Share