Odwiedziny
Niedawno odwiedzili nas Paula i Łukasz z norwesko.eu. Nasze Koty zostały nie tylko obdarowane zabawkami, które do tej pory robią furorę (tu mała podpowiedź dla wszystkich, którzy z poczucia estetyki odrywają te brzydkie szeleszczące metki: nie róbcie tego!
), ale też pięknie obfotografowane. Na początku trochę trudno było je namówić do pozowania, ale okazuje się że kawałek surimi jest świetną kartą przetargową…
Poniżej parę fotek, resztę możecie zobaczyć tutaj. A my dziękujemy pięknie za wizytę.
Wycieczkowo cz. 2 – koty w… ?
Jakiś czas temu było o kotach toruńskich – to była część pierwsza pewnej weekendowej wycieczki. W ten sam weekend odwiedziłam jeszcze jedne koty, bardzo piękne koty – trzeba dodać. Pierwszy raz widziałam je na żywo i myślę że mogę nieśmiało stwierdzić, że nawiązała się między nami jakaś nić sympatii… mam nadzieję, że obustronnej.
No dobra, to teraz mała zagadka: skąd my te koty znamy?
Bo śmiem twierdzić, że spora część Was przynajmniej raz już te koty widziała… (Pani tam w trzecim rzędzie, proszę się nie wychylać, ja wiem że to Pani koty są
)
To kto zgadnie?
Łamigłówka
Jakoś jesienią był tu wpis o interaktywnych zabawkach dla kotów. Od tego czasu zbierałam się w sobie, żeby taką zabawkę urzeczywistnić u nas, tylko ciągle nie było kiedy. Parę dni temu Rafał zarządził w końcu akcję Piła i Młotek – i zabawka powstała.
Po co to?
Gdzieś czytałam, że koty żyjące w gospodarstwach muszą sobie upolować około dziesięciu myszy dziennie. Wtedy są najedzone, ich instynkty łowieckie są zaspokojone i nie grozi im frustracja, ani nuda. A nasze domowe koty, nie licząc krótkich bijatyk od czasu do czasu – właściwie na nic nie polują (ok, na wędkę z piórkami czasem). W dodatku miska z żarciem stoi cały czas, koty jedzą z nudów i Piksel zaczyna powoli przypominać szarą wersję Garfielda.
Teraz koty muszą trochę pogłówkować, żeby sobie jedzenie zdobyć. Trzeba użyć łap, żeby sobie wyciągnąć chrupki. W dodatku jedzą w ten sposób wolniej, więc w założeniu – nie będą się tak obżerać. Od paru dni testujemy – i działa, koty rozpracowały już wszystkie elementy, jedzą, ale jedzenie znika wolniej o mniej więcej 1/3 (!). I zdaje się, że zabawka faktycznie zyskała chwilowo status głównej atrakcji.
Nie wiem tylko w sumie jak tą zabawkę nazwać? Macie jakieś pomysły?












