Splish splash…
Z punktu widzenia Kraksy, najlepsze co może być w ludzkiej kąpieli, to możliwość wymoczenia sobie Ogona. Się siedzi na krawędzi wanny, a koniec Ogona się moczy – idealny sposób na wieczorny relaks.
Z punktu widzenia Ibizy (zwanej ostatnio Bibczanem), najlepsza jest możliwość mieszania obiema przednimi łapami w wodzie – co wymaga zanurzenia obu łap aż po pachy. Jedyny minus jest taki, że po wyciągnięciu łapy z wody, łapa jest cała MOKRA i natychmiast należy ją porządnie otrzepać, zanim wsadzi się ją do wody ponownie.
Kraksa pierwsze chlapnięcie zignorowała, interpretując je jako wypadek przy pracy.
Za drugie chlapnięcie skarciła Ibizę przeszywającym wzrokiem, czego Ibiza nie mogła zobaczyć, bo była zajęta ponownym mieszaniem w wodzie.
Co było do przewidzenia, kolejnego chlapnięcia Kraksa nie wytrzymała i na krawędzi wanny doszło do łapoczynów, skutkiem czego Ibi znalazła się w wodzie (niekoniecznie z własnej woli). Obawiam się, że chwilowo mamy na stanie 3 koty nie lubiące kąpieli.
ps. A tytuł pochodzi z tej piosenki – można sobie potańczyć przed monitorem.
Kontemplacyjnie…
Tylko trzy tygodnie i w Pokociemu znów zwrot akcji: na lepsze!
Po pierwsze: Pokociemu znów jest w komplecie. ![]()
Po drugie: pisząca te słowa – zmieniła pracę, na jeszcze fajniejszą (i przez to chwilowo strasznie zajęta jest).
Więc my się tu reorganizujemy trochę, a w tym czasie możecie sobie pokontemplować rybki.
I nie tylko rybki…
