Kontemplacyjnie…
Tylko trzy tygodnie i w Pokociemu znów zwrot akcji: na lepsze!
Po pierwsze: Pokociemu znów jest w komplecie. ![]()
Po drugie: pisząca te słowa – zmieniła pracę, na jeszcze fajniejszą (i przez to chwilowo strasznie zajęta jest).
Więc my się tu reorganizujemy trochę, a w tym czasie możecie sobie pokontemplować rybki.
I nie tylko rybki…
Poczta! :)
I przyszły nareszcie wyczekiwane..!
Pierwsza od Beaty i Tymka, razem z cytatem:

„Nie zaprzeczy nikt pod słońcem, że każdy kot ma dwa końce…
To co pośrodku się rusza, to kocia dusza.”
Kartka przepiękna, Zielonogórskimi Aniołami zachwycałam się już od jakiegoś czasu, kiedy Beata opublikowała u siebie fotoreportaż z zielonogórskiego Winobrania – teraz nareszcie mam swoje własne. Te dwa koty-aniołki mnie zupełnie rozczuliły, dziękuję Beato przepięknie!
I na odwrocie były sposoby na jesienną chandrę: własna radosna Twórczość. W pełni się zgadzam! I gotowanie czegoś niecodziennego… ha, przyznam że w gotowaniu nie jestem dobra… ale może to właśnie dobry moment, żeby zacząć? W końcu to jest sprawdzony sposób – więc musi być skuteczny.
A druga kartka dotarła do mnie od Agnieszki i jej Futer. Aga też poleca własnoręczne tworzenie, ale oprócz tego bardzo spodobał mi się jeszcze jeden z kilku sposobów, jakie mi podesłała: śniadanie w łóżku.
No, przyznajcie się, kiedy ostatnio oddaliście się takiej przyjemności? Bo ja… ojjj, bardzo dawno. Ale ale, kartka od Agnieszki to jeszcze nie wszystko: jakie było moje zaskoczenie, kiedy oprócz prześlicznej kartki znalazłam… własnoręcznie zrobioną zakładkę do książki!
Przedstawiam Wam jedną jej stronę, ale zapewniam, że druga też nie została pusta:

Napracowałaś się przy niej Aguś, bardzo Ci dziękuję.
I trafiłaś w świetny moment, akurat czytam „Za dużo wina Toskanii” (polecam!) – i zakładałam ją zużytym biletem… a teraz będzie elegancko. I kocio!
Widziałam, że część kartek z naszej zabawy już dotarła. Jeśli macie ochotę pooglądać, to pierwszą kartkę dostała już rzeka, amyszka ma już obie, Agnieszka też już dostała pierwszą, Abigail też, no i u miki wypatrzyłam jedną.
Moje jak widzę jeszcze do adresatek nie dotarły, mam nadzieję, że poczta ich po drodze nie pogubiła i szybko się znajdą.
Rytuał wieczorny
Nie wiem, skąd ona wie. Może ma jakiś wewnętrzny zegarek, który mówi jej że to już właściwa pora? I nieważne, czy siedzę przy komputerze, czy jestem w kuchni i rozmawiam z rodzinką. Mogę nawet oglądać tv w dużym pokoju.
Ibiza przychodzi i Patrzy. Potem się trochę kręci niespokojnie, ale kotu nie wypada za bardzo okazywać zniecierpliwienia, więc kładzie się, podwija łapki pod siebie i całym ciałkiem pokazuje, że to już CZAS. No faktycznie, późno. Idę do łazienki, Ibiza zadowolona, że rozumiem. I potem się trochę ścigamy, to znaczy – ja idę spokojnie, a ona radosnym galopem dopada łóżka. Bo chodzi o to, że ja się kładę spać, a ona znajduje sobie miejsce na mnie.
Taki wieczorny rytuał.
Czasem fajnie jest być termoforem.
Papierek
Kolejny dowód na to, że najlepsza zabawka, to prosta zabawka. I choć ciut szeleszcząca. Około półmetrowy pasek mocnego szarego papieru w roli interaktywnej zabawki. Weź papierek za jeden koniec, wczuj się w rolę uciekającej myszy, a Twój kot zrobi resztę:
ps. uwaga na palce. Papierek wywołuje tak silne emocje, że za wszelką cenę chce się go dorwać… ![]()
ps2. Jak Wasze pocztówki? Wysłane? Przypominam, że jutro mija termin wizyty na poczcie!
Ja już powoli zaczynam zaglądać do skrzynki…
Koci postcrossing – zabawa!

No dobra, już dawno obiecywałam pourlopową rozrywkę i się przeciągnęło w czasie. Koniec pięknej złotej polskiej jesieni zbliża się nieuchronnie, zrobi się szaro-buro (tak, uwielbiamy szaro-bure Koty, ale to nie to samo) i przed świętami trzeba by się trochę rozweselić… co Wy na to?
Proponuję na początek mały postcrossing (wyjaśnienie co to takiego znajdziecie tutaj). Powysyłajmy do siebie pocztówki: prawdziwe, oldskulowe, papierowe pocztówki!
A żeby był jakiś element niespodzianki – proponuję zebrać wszystkie adresy, zrobić tajne losowanie i każdy z nas dostanie… hmm… powiedzmy 2 adresy, do których wyśle pocztówkę. Czyli nikt nie będzie wiedział, od kogo przyjdzie poczta…
Pocztówki oczywiście z kotami, ale co na odwrocie?
Do głowy przychodzi mi jedno: przepisy, pomysły i porady na poprawienie sobie nastroju w szary listopadowy wieczór. Kulinarne, książkowe, filmowe, zapachowe, towarzyskie – jakiekolwiek macie wypróbowane i sprawdzone.
To jak? Kto się bawi?
Chętnych zbieram do niedzieli!





