Po kociemu

- czyli odpowiedź na: "jak tam koty?"

Tag: kocie kłopoty

Gość w dom…

…koty w rozsypkę.

Dźwięk domofonu. Idę otworzyć, po drodze uważając, żeby nie potknąć się o Ibizę, która poślizgiem nie bardzo kontrolowanym próbuje wyrobić zakręt do kuchni. Kątem oka widzę jeszcze jak pięknym ślizgiem znika w dziurze pod kuchenką i o mało nie nadeptuję Piksla, który galopuje do sypialni. Wciskam przycisk domofonu i patrzę co z Pikslem: to samo co zwykle – siedzi na łóżku, oczami wielkimi jak spodki wpatruje się w drzwi, gotów w każdej chwili do skoku za łóżko. Od kiedy Ibiza powiedziała mu że Goście to ZŁO, wdrożył plan ucieczki. Choć nadal nie bardzo rozumie dlaczego.

Nie wiem co z tymi maluchami, przecież nikt ich nigdy nie pogryzł… Kraksa też nie wie. Kręci się pod drzwiami, rzuca mi porozumiewawcze spojrzenia i nie może się doczekać – znów będzie dodatkowa porcja głaskania i czułości, a tego porządnemu Kotu nigdy za wiele. Czasem wydaje mi się, że chętnie pomerdałaby ogonem, gdyby tylko się nie pilnowała.

Po pół godzinie goście mają Kraksę na dobre ulokowaną na kolanach, a Piksel decyduje się zajrzeć do pokoju, po drodze dokładnie obwąchując buty/torebki/cokolwiek pozostawione w korytarzu. Jak zawsze lekko zaskoczony brakiem bezpośredniego zagrożenia, układa się do snu na parapecie.

No i pojawia się Ibi. Wkracza do pokoju, wbijając wzrok w Gości, siada naprzeciw i powoduje, że komuś w końcu zaczyna się robić dziwnie w środku… Ale raczej nikt z tego powodu nie ucieka w popłochu i Ibiza jest mocno rozczarowana. Niezmiennie w tym momencie wycofuje się z powrotem do kuchni, tym razem do kosza na górnych szafkach i tam zostaje, aż OBCY sobie pójdą. Resztkami focha oczywiście obrywam ja, bo wpuściłam OBCYCH do domu.

Nie wiemy o co jej chodzi. Ale Bibu to Bibu i nikt nie będzie jej mówił co ma robić. Ona w końcu wie najlepiej. I już.

Share

Szpital na peryferiach

Kraksa od paru dni znów paraduje w kołnierzu po zabiegu usunięcia 1,5 gwoździa (resztę udało jej się ułamać i zachować na zawsze w kości, co razem ze starym śrutem tkwiącym w jej ciele czyni z niej niezwykle atrakcyjny obiekt dla wszystkich magnesów) i sterylizacji (której nie było, bo okazało się że ktoś to zrobił już wcześniej). Współpraca z pacjentką przebiega nadzwyczaj pomyślnie, mam ledwie ze trzy nowe zadrapania. Młode co jakiś czas trącają łapą kołnierz, doprowadzając pacjentkę do furii.

Na Pikselka czas przyszedł dziś, bo ostatnio próbował się już dobierać do dziewczyn… Ogólnie czuje się nieźle, choć po wybudzeniu dostał halucynacji i usiłował zamienić sobie miejscami przednie łapy, a potem starł ciężką bitwę z całym rojem urojonych much. Od dłuższego czasu próbuje wskoczyć na łóżko, ale niestety za każdym razem zasypia w locie.

My trzymamy się dzielnie, i znieślibyśmy sytuację ze stoickim spokojem, nawet mimo Ibizy, która obrażona domagała się ciągłej atencji…

…tylko że Ibi właśnie przed paroma godzinami z całą stanowczością oznajmiła, że właśnie zaczęła jej się pierwsza rujka. Łazi za Rafałem, ostentacyjnie się przed nim prężąc i drąc się straszliwie. Mnie ignoruje totalnie.

Otwieramy wino. Byle do jutra. Trzymajcie kciuki.

Share

Droga przez Rower

Najkrótsza droga do muchy na rowerze prowadzi przez łańcuch (najpierw trzeba go porządnie obadać łapami i nosem), przerzutki, zębatki (zębatki są okropnie niewygodne, dlatego lepiej położyć się na nich brzuchem i przemyśleć dalsze działania), no i kiedy w końcu kot jest prawie prawie, tuż tuż, jedną łapą przy siodełku – ten podstępny rower niespodziewanie robi się zupełnie nieprzyczepny i kot musi cała drogę odbyć w przeciwnym kierunku, w tempie przyspieszonym, ratując się rozpaczliwym machaniem łap w ścisłym pobliżu zębatek i łańcucha, co pozwala mu ostatecznie z gracją zsunąć się po tylnej oponie.

I zupełnie nie wiedzieć czemu, kot nagle niesiony jest do łazienki i wsadzany do umywalki. Z niewiadomych przyczyn traktuje mu się łapy mydłem. No to jest dopiero niesprawiedliwość!

Share