Kontemplacyjnie…
Tylko trzy tygodnie i w Pokociemu znów zwrot akcji: na lepsze!
Po pierwsze: Pokociemu znów jest w komplecie. ![]()
Po drugie: pisząca te słowa – zmieniła pracę, na jeszcze fajniejszą (i przez to chwilowo strasznie zajęta jest).
Więc my się tu reorganizujemy trochę, a w tym czasie możecie sobie pokontemplować rybki.
I nie tylko rybki…
Wycieczka Kraksona, cz.2*
*wpis by Rafał (jeśli ktoś nie czytał części pierwszej, zapraszam tutaj)
Z racji odosobnienia Kraksy od reszty kociego towarzystwa, postanowiłem przygotować ją do wyjazdu. Dwie wycieczki na parking przy Cytadeli zrobiły swoje – jak zakładam buty, Kraksoneira znika za łóżkiem.
Ten dzień nadszedł jak wyrok: trzy godziny ryku i miałku, godzina spokoju i dotarliśmy.
Nowe miejsce, całkiem duże, z mnogością atrakcji typu: szafki, regały, kwiaty. Jakie było moje zdziwienie, kiedy damulka, bez obaw zaczęła wędrować za mną po mieszkaniu. Podobno koty w stresie nie jedzą. Ona wyła w aucie ot tak, dla hecy, albo jednak jedzą.
Kładę się do łóżka i wiem, że będę spał jak indianin – z jednym okiem otwartym. Kraksa nie spała – 4 pokoje i kuchnia pochłonęły ją zupełnie. Domownicy przy śniadaniu snuli opowieści o szelestach na regale z książkami.
Moje atrakcje:
- wywalony kwiat i trzy czy cztery razy namierzenie Kraksy telefonem (to znaczy światłem z telefonu) jak wchodzi do pokoju, bo pewnie usłyszała, że się podniosłem i postanowiła mnie łaskawie uspokoić swoją obecnością.
Ogólnie cały pobyt Kraksie się spodobał. Mnie mniej, bo okazało się, że jak tylko mnie nie ma w pobliżu, to ta Baba sprawdza czy inni ludzie są bardziej tolerancyjni i pozwolą wchodzić na stół, albo blaty kuchenne.
Twardy i bystry stwór z Kraksy – takie podsumowanie mi się nasuwa, no ok, kochany przy tym bardzo

Wycieczka Kraksona, cz.1*
*wpis by Rafał
Kraksa – bo tak na imię babie.
Na codzień w domu siedzi… radio myśleć nie dawało, więc by wyciszyć nalegała.
Spokój – jak wracam z pracy już mierzi, więc praw swoich się domaga i na spacer mnie namawia.
Przystanki na korytarzu – przy wózku i rowerach, nasłuchiwanie o czym psy u sąsiadów gadają, ot rozrywki blokowe.
Ale mówię jej, że nic to, że niedługo będzie coś innego, też fajnego.
Podróż w nieznane się szykuje.
Przypominam sobie jej reakcję z wyjazdów samochodem i wiem, że trzeba mi teraz cierpliwości i przygotowania tzw. małymi kroczkami.
Otóż, Kraksa musiała w samochodzie kiedyś, słuchać muzyki poważnej, jakiejś arii, może mszy, albo sonaty. Pewnie była to jedna z pierwszych jej podróży (napewno jedna z tych niezapomnianych).
Teraz do tego wraca i zawodzi w sobie tylko znanym wspomnieniu.
Tonacje ma wysoką, więc czeka mnie nie lada zadanie, żeby to opanować.
Powodzenia życzcie.
W tym czasie u Kraksy…
…nowa zabawka z pudełka po pizzy wyłożonego suchymi liśćmi (pomysł z książki „Zabawy z kotem”!) stała się ukochaną zabawką.
W dodatku, z braku towarzystwa do gonitw, nadmiar energii został spożytkowany na eksplorowanie do tej pory niedostępnych miejsc – i szafa ubraniowa w końcu została zdobyta, a Kraksa nie omieszkała się pochwalić głośnymi miaukami.
Mając swojego ulubionego Człowieka na własność, Kraksa asystuje przy wszystkich ważnych czynnościach – jak gotowanie, drukowanie, czytanie, mycie, spanie, itp. Zdjęć niestety brak, mam nadzieję, że uda się to niedługo nadrobić.
