Po kociemu

- czyli odpowiedź na: "jak tam koty?"

Tag: kuchnia

Losowanie z górnej półki

Kraksa ma nowe hobby: losowanie przypraw. Na którą wypadnie na tą bęc – wylatuje z miseczki.

Miseczka jest na górnej półce wiszącej szafki (widać na zdjęciach tutaj), a na tą szafkę Kraska od niedawna potrafi już wskoczyć (tak, mimo braku jednego biodra, daje radę całkiem sprawnie skakać), no i takie pokłady dumy i satysfakcji musiały po prostu znaleźć ujście. Padło na miskę.

Wracając do tematu – torebka z przyprawą zsuwa się po półkach na pralkę, a że ma już rozpęd, a pralka śliska – to swobodnie spada dalej na podłogę. Krakson w pozycji siedzącej przez chwilę odprowadza wzrokiem lecącą torebkę z takim na przykład tymiankiem, a po upewnieniu się że lot został definitywnie zakończony, wraca na koniec szafki, kładzie się, metodycznie obserwuje wszystkie saszetki, po czym zaczyna mieszać łapą w misce, losując kolejną przyprawę.

Raz na jakiś czas zdarza się bardziej leniwa torebka, której nie chce się lecieć i zatrzymuje się już na pralce. Wtedy Kraksa z nieukrywanym rozczarowaniem wstaje, zeskakuje na lodówkę, na pralkę i jednym pewnym pacnięciem przypomina przyprawie gdzie miała wylądować. Po czym spokojnie wraca do dalszego losowania.

Zdjęć i filmów jeszcze brak, bo ciężko ją przy tej czynności upolować. Ale nie ustaję w próbach. ;)

Share

Ognisko domowe

Życie rodzinne koncentruje się w kuchni. Wszyscy to wiedzą. Kuchnia jest jak to przysłowiowe domowe ognisko, którego Strażniczką powinna być oczywiście kobieta.

Tyle że czasy nowe nastały i kobieta zapracowana siedzi przy swoim komputerku, ani myśląc spełniać swoją powinność…

No i komu teraz stać na straży domowego ogniska? Ano, najważniejszym Członkom Rodziny oczywiście.

Czuwają.
Stoją na straży.
Pilnują, co by nie zagasło.

I żeby nie przegapić gotującego się właśnie kurczaka.

Share

Prace kuchenne

Postanowiłam się w końcu wziąć za ciasto na pierniki.

Co prawda nie mamy jeszcze miksera, no ale od czego ma się wspomnienia z dzieciństwa – moje babcie ucierały ciasto ręcznie i zresztą sama usiłowałam im w tym pomagać, założyłam więc, że dam sobie radę. Hehe.

Najpierw wysypałam pół szuflady w poszukiwaniu odpowiedniego czegoś do rozcierania, potem zbiłam przypadkiem jedno jajko, ale ogólnie rzecz biorąc szło mi nieźle. I kiedy tak kolejne minuty (…i kolejne… i kolejne) upływały mi na rozcieraniu jajek, cukru i margaryny, która za nic nie chciała się zde-brylić, uświadomiłam sobie, że moja Wierna Komisja czuwa nad postępem prac. Trzy pary oczu śledziły uważnie każdy mój ruch (znacie ten widok – jeden robotnik kopie, a trzech patrzy czy równo?) najwyraźniej nie chcąc przegapić kolejnego odcinka przedstawienia.

Ktoś mądry powiedział kiedyś, że pożyteczna praca jest zawsze cicha i niezauważalna… No to wyjdą mi okropnie niepożyteczne pierniki. ;)

Share