Koty Turystyczne
Pakowanie przebiegało sprawnie i według utartego schematu: jeśli chcesz coś włożyć do torby, musisz każdorazowo wyjąc z niej kota (albo dwa koty, zależnie czy ten drugi akurat pilnował misek czy nie).
Z pakowaniem samych Kotów też się udało. Pierwsza do transportera weszła Ibiza, z miną przywodząca na myśl doświadczonego harcerza na parę minut przed wyczekiwaną grą w podchody. Piksel wymaga delikatnej pomocy w podjęciu decyzji – prawdopodobnie wolał nie brać tego na siebie.
Po dwóch godzinach na tylnym siedzeniu nasze globekottery poczuły się nieco odsunięte od centrum wydarzeń (uwaga: według kota centrum wydarzeń znajduje się na przednim siedzeniu, dokładnie między siedzeniem pasażera a kierownicą) i rozpoczęły negocjacje, które skończyły się kompromisem: koty podróżują na moich kolanach, starając się ich nie opuszczać. Pomijając porozumiewawcze klepanie łapą Rafała po ramieniu, warunki kompromisu zostały utrzymane.
Dodając do tego atrakcje w postaci spacerów po samochodzie w trakcie postojów, a pomijając efekty specjalne w postaci oberwania chmury i sporego ruchu na drodze, podróż można zaliczyć do wyjątkowo udanych.
Wycieczka – weekend na wsi
Nieważne ile się naczytasz poradników. Twoje koty i tak Cię zaskoczą.
Początek był świetny – cisza, spokój, węszenie powietrza z uchylonego okna. I może by tak zostało, gdyby nie rosnący poranny upał. Ibi nie wytrzymała i wygłosiła kwieciste przemówienie na temat minusów jazdy w transporterze, ubarwiając je od czasu do czasu przekonującymi argumentami w postaci rzucania się na kraty. Przez głowę zaczęły mi przelatywać wizje dwóch nieszczęśliwych kotów ukrytych przez cały weekend za którąś szafą…
Nic z tego. Z pasją w oczach zwiedziły dokładnie wszystkie zakamarki, zjadły śniadanie i zaczęły się bawić na całego. Zachowując rezerwę w kontaktach z obcymi ludźmi (z rozpędu ze mną też, bo to nigdy nic nie wiadomo), zaakceptowały moją wyjazdową fanaberię i nowe otoczenie. Może byłoby gorzej, gdyby nie główna wiejska rozrywka: muchy. Otumanione lekko upałem, były ciągle pod łapą, w każdej chwili gotowe pełnić rolę piłeczki, myszki, piórek – co tam która potrafi.
Koniec weekendu – czas wracać. Postawiłam otwarty transporter obok bagaży. Ibi złapała w lot – z satysfakcją weszła do środka, pokazując całą sobą, jaka jest mądra. Piksel po chwili namysłu wlazł NA transporter, pokazując całym sobą, jak bardzo mu żal rozstawać się z muchami…
Droga powrotna w koszmarnym upale. Wrzeszczący duet w transporterze, uchylone okno ze świstem wpuszczało gorące powietrze. Koty dyszą jak psy – robimy postój. Przydał się trening noszenia szelek:

postój
Parę takich postojów i docieramy do domu. Postanawiam już nigdy nie jechać z kotami w upał. Koty postanawiają już nigdy nie wsiadać do transportera.
Wycieczka – prolog
Podbudowana artykułem z Kociego Życia, postanowiłam oswoić koty z samochodem – przed weekendową wycieczką na wieś. Jak dotąd, koty jechały z nami tylko raz – na rodzinny obiad. Były przekochane, więc nabrałam nadziei, że nie będzie tak źle.
W piątkowy wieczór zwarta i gotowa postawiłam od niechcenia otwarty transporter w korytarzu (na co dzień transporter jest elementem wyposażenia pokoju) i czekałam co z tego będzie. Koty dosyć zaciekawione obejrzały transporter dokładnie, po czym weszły do środka, najwyraźniej też czekając co z tego będzie.
Poza wielkimi oczami, jak mijał nas większy pojazd, nie działo się nic. Ja prowadziłam na głos (uspokajające w moim przekonaniu) rozważania na temat weekendowych planów, Ibiza zastanawiała się nad celem tego całego przedstawienia, a Piksel… no cóż, Piksel sobie zasnął.
Dumna i zadowolona upewniłam się, że możemy jechać bez przeszkód. Na weekend zapowiedzieli jednak upały.








