Prawie jak od zawsze
„Koty mają sposoby by być tu od zawsze, nawet jeśli dopiero co się pojawiły. Poruszają się we własnym, osobistym rytmie czasu. Zachowują się tak, jakby ludzki świat był tym, w którym akurat przypadkiem się zatrzymały w drodze do czegoś, być może o wiele ciekawszego.”
— Terry Pratchett
Kot w stanie czystym
Wracam z pracy i zastaję Piksla rozciągniętego na podłodze w pozycji „tu-mnie-pogłaszcz” – jest tak zajęty zaprzyjaźnianiem się z nowymi ludźmi, że ledwie mnie zauważył. Ibiza uważa że jeden z pokojów jest jej i nie rozumie, dlaczego do tegoż akurat pokoju nie może zostać wpuszczona. Czekam, kiedy w końcu wpuści się tam sama.
Poza tym kanapy są Kotów, parapety są Kotów, wanna jest Kotów, lodówka też oczywiście – lokalizacja lodówki odbyła się zupełnie instynktownie (koty mają wbudowaną nawigację do lodówek)… i zasadniczo jest tak, jakbyśmy byli tam od zawsze.
Fotki wkrótce.
Gościnnie – KartonKot cz.2
Czyli przeprowadzka w toku, by Schrek.
Drugim etapem przeprowadzki było znoszenie do naszego małego metrażu wszelkiego typu kartonów i skrzynek, które mogły przydać się w czasie pakowania naszego skromnego dobytku. No i tutaj trafiliśmy w sedno upodobań naszej kici! Jakoż, że nasz kot należy do stworzeń obronnych (należy go bronić przed całym światem) oraz z natury ostrożnych – każde miejsce do schowania się jest genialne i stworzone wprost dla niej.
Tak więc nocami (w dzień był za duży upał) kot osobiście sprawdzał każdy karton czy aby się nadaje do naszych celów. Takie kartony można było poznać po ogryzionych wszystkich wystających rogach oraz sporej ilości futra w środku. Dla nas może nie był to powód do dumy, ale z miny kota można było wywnioskować, że każdej nocy odwalał kawał dobrej, przez nikogo nie docenianej roboty:
Drugim obowiązkiem, który kot wziął przez nikogo nie pytany o zdanie na siebie było sprawdzenie czy przed zamknięciem spakowanego kartonu wszystko jest na sowim miejscu. Wiązało się to w oczach kota, z zupełną bezsensowną koniecznością przepakowania kartonu na nowo. Na szczęście tylko dla siebie wiadomym sposobem uniknął spakowania siebie i wysłania do przysłowiowego Abudabi.
Aby dokończyć przenoszenie rzeczy na nowe miejsce i konieczność opuszczenia starego miejsca bytowania – kota, zapadła decyzja, niepopularna w oczach kota – Kicia jedzie do teściów do swojej starszej kumpeli Namaji, przynajmniej na parę dni…
Gościnnie – KartonKot cz.1
Na gościnnych występach znana wam już kotka o imieniu Baton.
Tekst i zdjęcia: Schrek.
KartonKOT czyli subiektywne obrazy z cyklu „Przeprowadzka a KOT” PART I
Z góry pragnę uprzedzić drogiego czytelnika, że wydarzenia opisane poniżej co prawda zdarzyły się naprawdę, ale zostały zapamiętane i spisane subiektywnym okiem autora.
Wiec po kolei – jak to mówią pracownicy PKP, wypadało by najpierw wytłumaczyć tytuł. Pozwólcie, że zacznę od końca, czyli od KOTA. Ano tytułowy kot (a w sumie kotka) to prawie roczna sierota, która został przygarnięta przez moją lepsza połowę, a od umaszczenia nazwana Batmanem co wyewulowało w krótkie Baton lub Baciu.
Drugi człon tytułu (PRZEPROWADZKA): ano w życiu każdego człowieka, a nawet najmniejszej komórki społecznej jakim jest rodzina nadchodzą takie momenty, że trzeba lub można zmienić miejsce zamieszkania. Co ważne, w naszym przypadku wiązało się to z diametralną zmianą metrażu na plus oraz lokalizacji na minus. Chociaż co do tego ostatniego sądzę, że nie jest tak do końca. Ale do brzegu – jak mówią rozbitkowie:
Przygotowania do opisywanej operacji zaczęły się już dobry miesiąc temu, polegając na zbyt częstych, w oczach kota, wyjściach wieczorową porą – w celu doglądania remontu wykończeniowego (który notabene potrafi wykończyć). Owe niezadowolenie kicia okazywała domaganiem się o wiele dłuższych niż zazwyczaj czasów tzw. kiziania futra po powrocie…

