Po kociemu

- czyli odpowiedź na: "jak tam koty?"

Tag: samochód

Wycieczka Kraksona, cz.2*

*wpis by Rafał (jeśli ktoś nie czytał części pierwszej, zapraszam tutaj)

Z racji odosobnienia Kraksy od reszty kociego towarzystwa, postanowiłem przygotować ją do wyjazdu. Dwie wycieczki na parking przy Cytadeli zrobiły swoje – jak zakładam buty, Kraksoneira znika za łóżkiem.

Ten dzień nadszedł jak wyrok: trzy godziny ryku i miałku, godzina spokoju i dotarliśmy.

Nowe miejsce, całkiem duże, z mnogością atrakcji typu: szafki, regały, kwiaty. Jakie było moje zdziwienie, kiedy damulka, bez obaw zaczęła wędrować za mną po mieszkaniu. Podobno koty w stresie nie jedzą. Ona wyła w aucie ot tak, dla hecy, albo jednak jedzą.

Kładę się do łóżka i wiem, że będę spał jak indianin – z jednym okiem otwartym. Kraksa nie spała – 4 pokoje i kuchnia pochłonęły ją zupełnie. Domownicy przy śniadaniu snuli opowieści o szelestach na regale z książkami.

Moje atrakcje:
- wywalony kwiat i trzy czy cztery razy namierzenie Kraksy telefonem (to znaczy światłem z telefonu) jak wchodzi do pokoju, bo pewnie usłyszała, że się podniosłem i postanowiła mnie łaskawie uspokoić swoją obecnością.

Ogólnie cały pobyt Kraksie się spodobał. Mnie mniej, bo okazało się, że jak tylko mnie nie ma w pobliżu, to ta Baba sprawdza czy inni ludzie są bardziej tolerancyjni i pozwolą wchodzić na stół, albo blaty kuchenne.

Twardy i bystry stwór z Kraksy – takie podsumowanie mi się nasuwa, no ok, kochany przy tym bardzo ;-)

Share

Wycieczka Kraksona, cz.1*

*wpis by Rafał

Kraksa – bo tak na imię babie.
Na codzień w domu siedzi… radio myśleć nie dawało, więc by wyciszyć nalegała.
Spokój – jak wracam z pracy już mierzi, więc praw swoich się domaga i na spacer mnie namawia.
Przystanki na korytarzu – przy wózku i rowerach, nasłuchiwanie o czym psy u sąsiadów gadają, ot rozrywki blokowe.

Ale mówię jej, że nic to, że niedługo będzie coś innego, też fajnego.
Podróż w nieznane się szykuje.
Przypominam sobie jej reakcję z wyjazdów samochodem i wiem, że trzeba mi teraz cierpliwości i przygotowania tzw. małymi kroczkami.

Otóż, Kraksa musiała w samochodzie kiedyś, słuchać muzyki poważnej, jakiejś arii, może mszy, albo sonaty. Pewnie była to jedna z pierwszych jej podróży (napewno jedna z tych niezapomnianych).
Teraz do tego wraca i zawodzi w sobie tylko znanym wspomnieniu.

Tonacje ma wysoką, więc czeka mnie nie lada zadanie, żeby to opanować.

Powodzenia życzcie.

Share

Ko(t)cmołuch

Pierwsze prawo kociej grawitacji mówi, że jak raz się dobra Człowieka skusi na przygarnięcie kota w potrzebie, to wszystkie potrzebujące koty zaczynają grawitować w jej kierunku. A jak się przez przypadek dwie takie Człowieki znajdą w jednym miejscu, w towarzystwie jednej jeszcze, co pomaga również zawodowo – to przepadło, grawitacja działa z dziką radochą i nie bacząc na nic.

Wieczór u zaprzyjaźnionej Weterynarz, w towarzystwie zaprzyjaźnionej Kociary. Kraksa w transporterze, Piksel na szelkach, cały dumny, że w żadnej klatce, tylko w czułych objęciach nowej ciotki – no po prostu facet prężył tors, żeby pokazać jaki jest teraz ważny (z przerwami na pełne miłości spojrzenia i przytulania), nawet zapominał chwilami że go łapa boli po nieudanym locie z drapaka.

Siedzimy tak sobie, czekając na wyniki badań, a przez uchylone drzwi wchodzi sobie prawdziwy Kopciuszek. 3 miesiące na oko, oczy błyszczące i bystre, tyle tylko że wychudzony i umorusany totalnie. Szybko ocenił nasze przyjazne nastawienie i poszedł zwiedzać gabinet. Po chwili nas odmurowało, rzuciłyśmy się go karmić, za co dostałyśmy porcję głośnego traktorka… Czy ktoś może mi udzielić informacji, gdzie w kilowym kocie może się zmieścić pół kilo żarcia? No chyba że to się od razu przemieliło na ten traktorek..?

Dalej akcja potoczyła się szybko – parę telefonów i nowy dom załatwiony, szybkie odpchlenie, odrobaczanie, pakowanie wałówki i kociak do kartonu… no właśnie. Niektóre kociaki NIE LUBIĄ kartonów. Przynajmniej nie przymusowych.

Droga do nowego domu: Kraksa kontempluje latarnie uliczne, ja usiłuję prowadzić samochód, pomagając jednocześnie spacyfikować Piksla, który usiłuje pobić Małego Intruza, śmierdzącego okropnie Fiprexem i zajmującego PIKSLOWE miejsce na kolanach kochanej Cioci, Mały Intruz przeklina chwilę kiedy wszedł do gabinetu i usiłuje wydrapać dziurę w kartonie, a za szybą deszcz, noc i roboty drogowe…

Tymczasem Rafał napuszcza wody do wanny, żeby Ibiza w końcu się od niego odczepiła i przestała go godzinami ochrzaniać za pozostawienie jej z dala od całej akcji.

Dobrze że Ko(t)cmołuch już w nowym domku. Uff.

Share

Koty Turystyczne

Pakowanie przebiegało sprawnie i według utartego schematu: jeśli chcesz coś włożyć do torby, musisz każdorazowo wyjąc z niej kota (albo dwa koty, zależnie czy ten drugi akurat pilnował misek czy nie).

Z pakowaniem samych Kotów też się udało. Pierwsza do transportera weszła Ibiza, z miną przywodząca na myśl doświadczonego harcerza na parę minut przed wyczekiwaną grą w podchody. Piksel wymaga delikatnej pomocy w podjęciu decyzji – prawdopodobnie wolał nie brać tego na siebie.

Po dwóch godzinach na tylnym siedzeniu nasze globekottery poczuły się nieco odsunięte od centrum wydarzeń (uwaga: według kota centrum wydarzeń znajduje się na przednim siedzeniu, dokładnie między siedzeniem pasażera a kierownicą) i rozpoczęły negocjacje, które skończyły się kompromisem: koty podróżują na moich kolanach, starając się ich nie opuszczać. Pomijając porozumiewawcze klepanie łapą Rafała po ramieniu, warunki kompromisu zostały utrzymane.

Dodając do tego atrakcje w postaci spacerów po samochodzie w trakcie postojów, a pomijając efekty specjalne w postaci oberwania chmury i sporego ruchu na drodze, podróż można zaliczyć do wyjątkowo udanych.

Share